Zakupy z własnymi opakowaniami – historia z życia wzięta

Ostatnio było o tym, żeby podczas zakupów eliminować plastik, głównie poprzez pakowanie produktów we własne pudełka lub woreczki. Na pewno są wśród was osoby, które mają problem z wyrażaniem swoich potrzeb albo proszeniem o coś (zwłaszcza kogoś obcego). I ten problem może się pojawić, kiedy myślimy o tym, żeby poprosić sprzedawcę o zapakowanie czegoś w nasze własne pudełko. „Co ja tu będę publicznie się błaźnić?”, „Po co robić kłopot sprzedawcy?”, „Będzie siara, jak mi odmówi”, „Ludzie w kolejce pomyślą, że ze mnie jakiś ekofreak/ufoludek” – to tylko niektóre z myśli, które mogą przepływać przez głowę takiej osoby. Przyznam się, że ja takie myśli czasami miewam. Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć krótką historię o moich początkach z proszeniem sprzedawców o zapakowanie produktów w przyniesione przeze mnie opakowania.

Wytypuj czas, miejsce i sprzedawcę

Myślę sobie – na ten pierwszy raz warto stworzyć sobie komfortowe warunki i dużą szansę powodzenia. Idę więc do hali targowej poza godzinami zakupowego szczytu – poniedziałek, późny poranek. Wchodzę i oczom nie wierzę, ruch jak na Marszałkowskiej! Na samym początku ktoś wjeżdża mi w tyłek wózkiem, po chwili tłum emerytów i rencistów już mnie niesie w bliżej nieokreślonym kierunku, na szczęście w głąb hali. Po kilku minutach, które obecnie są czarną plamą w mojej pamięci, otrząsam się, zakasuję rękawy i z niespodziewanym w tej sytuacji optymizmem przepycham się w kierunku warzywniaka, gdzie akurat nie ma klientów, a pani sprzedawczyni wygląda na miłą.

Bądź czujny

Proszę o pomidory, po czym zaglądam do torebki, żeby wygrzebać stamtąd woreczek bawełniany, który specjalnie na te pomidory przyniosłam. Podnoszę głowę, a pani już mi je podaje w plastikowym woreczku i pyta z uśmiechem, czy życzę sobie reklamówkę. Z niemniejszym uśmiechem biorę te nieszczęsne pomidory i mówię, że za reklamówkę dziękuję, bo mam swoją torbę. Mam jeszcze do kupienia cebulę i sałatę, więc myślę, że sama pójdę po tę cebulę, żeby pani nie przyszło do głowy wsadzać 2 sztuki do reklamówki. Rzucam więc do pani, że będzie jeszcze sałata i biegnę w tym czasie po cebulę. Wracam, a sałata już na mnie czeka ściśnięta w plastikowym woreczku!

Jaki z tego morał? Sprzedawcy są przyzwyczajeni do tego, że klienci chcą mieć każde warzywo i owoc zapakowane w osobne worki i robią to machinalnie. Pamiętajcie jednak, że robią to również z dobrej woli. Jeśli chcecie mieć wszystko zapakowane we własne opakowania, to trzeba to rozegrać strategicznie.

Strategiczne rozegranie

Nie ma żartów. Następnym razem przed zakupami siadam z kartką i niczym trener drużyny piłkarskiej rozpisuję cały proces. Sekunda po sekundzie – co się musi zadziać, żeby „przeciwnik” nie zaskoczył mnie swoją szybkością. Najpierw ogarniam wszystkie artykuły, po które mogę sięgnąć sama i na spokojnie pakuję je do swoich woreczków. Na koniec zostawiam wszystkie rzeczy, które nakłada sprzedawca i z góry trzymam w ręce swoje opakowania, żeby nie było przestrzeni na zmyłkę.

Dwa elementy zwycięstwa

Pomimo trudnych doświadczeń oraz ogromu pracy włożonej w przygotowanie do rozgrywki, staram się podejść do tematu na luzie.  To pierwszy element niezbędny u każdego początkującego zawodnika – brać pod uwagę możliwość porażki (oczywiście tylko w bitwie, po to żeby wygrać całą wojnę). Za pierwszym razem nie zgrywam więc cwaniaka, tylko grzecznie pytam „czy byłaby możliwość, żeby pani to zapakowała w moje pudełko?” albo „czy mogłabym prosić o nałożenie pomidorów do tego woreczka?”. I co? Zadając tego typu pytania, jeszcze nigdy nie spotkałam się z odmową. Sprzedawcy wyrażali czasami zdziwienie, ale zawsze w pozytywnym tonie.

Drugim elementem niezwykle istotnym dla powodzenia całej operacji jest… podziękowanie. Tak całkiem na serio. Piszę o tym dlatego, że ostatnio zaczęłam zwracać uwagę na zachowania Polaków wobec sprzedawców i ze zgrozą zauważyłam, jak niewiele osób dziękuje, a jeszcze mniej robi to patrząc na sprzedającego! Zachowujmy więc sportową postawę wobec współzawodników. Dajmy odczuć sprzedawcy, że doceniamy jego gest i zauważamy w ogóle jego istnienie. Budujemy tym samym bazę nie tylko dla siebie na przyszłość, ale też dla innych osób, które pójdą w nasze ślady i zdecydują się na zakupy do własnych opakowań. Na przykład klientów, którzy stoją za nami w kolejce 🙂

***

Wnioski z tej inspirowanej faktami historii wyciągnijcie sami 🙂

Dodaj komentarz