Ciąża a ekologia

Ten wpis powstawał przez 2 miesiące, aż się zastanawiałam, czy nie będę go publikować ze szpitala. Ale nie, udało się go dokończyć jeszcze w domu! Jest nieco dłuższy, niż inne teksty, nie znajdziecie w nim też zbyt wiele porad, jak żyć… Ale czułam potrzebę spisania gdzieś swoich refleksji na temat ciąży i ekologii.  A nuż komuś się to będzie chciało przeczytać. Dajcie znać w komentarzach, czy ktoś miał przemyślenia podobnego typu, czy po raz kolejny muszę uznać, że jestem dziwolągiem 🙂

***

Czas trwania ciąży jest bardzo specyficznym okresem w życiu kobiety, zwłaszcza, jeśli to jej pierwszy raz. Ilość wiedzy, nowych nawyków, badań lekarskich i wszelkiego typu porad, jakie w tym czasie trzeba „ogarnąć” czasami powala na łopatki. Nie tylko internet, ale wszyscy ludzie dookoła mają swoje zdanie na temat tego, co ci wolno, a czego absolutnie nie możesz robić, jeść lub pić. „Antybiotyki? W drugim trymestrze już można!”, „Czy na pewno możesz jeść carbonarę?”, „Ciężarna będzie grała w bilarda?!”. A ty pośrodku tego wszystkiego, bez żadnego doświadczenia, radź sobie.

Do tego pamiętajmy, że ciąża to dopiero początek. Ledwo zorientujesz się mniej więcej, jak przetrwać, to okazuje się, że otwiera się przed tobą drugi świat. Poród, dziecko i wyprawka – to dopiero jest temat rzeka! Tak więc szybko orientujesz się, że ilość czasu, którą wypadałoby poświęcić na kompletowanie rzeczy dla maluszka i torby do szpitala to jakieś pół etatu. I to tylko pod warunkiem, że nie zamierzasz doktoryzować się w temacie wózków, fotelików, łóżeczek, kremów do pupy, itd.

W tym wpisie chciałabym się podzielić z Wami swoimi ogólnymi wrażeniami dotyczącymi okresu mojej ciąży (z wątkiem ekologicznym). W kolejnym wpisie opowiadam o naszych decyzjach zakupowych związanych z dzieckiem (które dopiero się okaże czy były dobre).

Czy posiadanie dzieci jest ekologiczne?

Generalnie już sam fakt, że żyjemy i oddychamy jest zaprzeczeniem idei zero waste. W internecie można znaleźć gorące dyskusje na temat tego, czy osoby mające na względzie dobro planety powinny w ogóle decydować się na posiadanie dziecka/dzieci. W końcu ten słodki pulchny bobas podczas swojego całego życia wyprodukuje więcej CO2 i śmieci, niż niejedna fabryka czy elektrownia. A w dodatku Ziemia jest już przeludniona… Możecie o tym więcej poczytać szukając informacji o ruchu „BirthStrike”, np. tutaj. Skoro jestem w ciąży, to zapewne domyślacie się, jakie stanowisko zajmujemy z moim mężem w tym temacie. Ale mimo wszystko uważam, że warto o tym ruchu poczytać. Może to dać do myślenia zwłaszcza osobom, które mają dzieci, głównie pod kątem tego, w jakim stanie zostawimy im naszą planetę…

Zakupy ciążowe

Istnieje takie zagrożenie, że będąc podczas ciąży na zwolnieniu lekarskim kupisz więcej rzeczy wszelkiego rodzaju. Po prostu masz więcej czasu na przeglądanie internetu i chodzenie po sklepach. Wydaje mi się, że mnie udało się uniknąć tego efektu (ale z pewnością nie całkowicie). Za główny czynnik sukcesu uznaję fakt, że nie znoszę chodzenia po sklepach, więc dużo pokus odpadło. Ale od czego mamy internet, który już od pierwszego dnia wiedział, że spodziewam się dziecka i jakie reklamy mi wyświetlać 😉

Na eko-minus:

Im dalej w las, tym bardziej zauważasz, że niezbędne stają się ubrania ciążowe. Zawsze możesz próbować nosić ciuchy swojego partnera, ale długofalowo nie jest to rozwiązanie idealne. Więc, chcąc nie chcąc, trzeba trochę tych ubrań zakupić. Oczywiście rozwiązaniem bardziej eko jest kupić używane, ale wcale tutaj nie ma takiego bogactwa ofert, jakby się mogło wydawać. Dlatego ja kupowałam rzeczy nowe, starając się ograniczyć ich ilość do minimum. Miało to ogromny plus, jak jechaliśmy na wakacje – mogłam zabrać wszystkie swoje ubrania do torby bez konieczności podejmowania wyboru, co pakować, a czego nie.

Kolejnym niezbędnym zakupem dla przyszłej mamy stają się książki, najpierw o ciąży i porodzie, a potem o dzieciach. Najlepiej byłoby wybrać jedną, najlepszą z każdego rodzaju i już. Ale okazuje się, że tych polecanych/super-przydatnych/z największą liczbą informacji/najaktualniejszych (niepotrzebne skreślić) jest tyle, że w końcu ulegasz pokusie i kupujesz więcej… Żeby nie było – za każdym razem przed zakupem sprawdzałam, czy książka jest w bibliotece, żadnej nie było. Część udało mi się dorwać na olx, więc było i „reuse”.

Na eko-plus:

Jeśli, tak jak ja, masz super kumpelki, które niedawno były w ciąży, to na pewno poratują cię masą rzeczy dla ciebie i malucha. Ja dostałam od dziewczyn trochę ubrań ciążowych, dzięki czemu moje zakupy naprawdę były skromne. Ponadto, starałam się kupować ciuchy, których będę mogła użyć również później, np luźna sukienka, czy bluzka ciążowo-karmiąca. Z drugiej strony, ja też z pewnością poratuję jakąś koleżankę, która w najbliższym czasie zajdzie w ciążę zarówno ubraniami, jak i książkami.

Zdrowie i higiena

Dla mnie zdrowie i higiena będą zawsze ponad zero waste. Szpitale i ośrodki zdrowia są dla mnie takim miejscem, gdzie użycie materiałów i przedmiotów jednorazowych to oczywistość. Ale chodzi nie tylko o takie miejsca. Według mnie, zawsze kiedy mamy do wyboru swoje zdrowie, dobre samopoczucie, bezpieczeństwo czy higienę powinniśmy postawić je wyżej niż bycie eko. W „normalnym” życiu jest takie pole do popisu, jeśli chodzi o zero/less waste, że naprawdę w powyższych sytuacjach możemy to sobie z czystym sumieniem podarować. Przechodząc do tematu, już od pierwszych dni ciąży zorientowałam  się, że przypadające na moją osobę zużycie jednorazowych materiałów (około)medycznych wszelkiego typu wzrośnie na te 9 miesięcy około 10-krotnie.

Na eko-minus:

Badanie za badaniem (a potem ich wydruk do karty ciąży), witaminy i suplementy, a w moim przypadku jeszcze akcesoria do glukometru – naprawdę sporo tych śmieci i to takich, które do recyklingu nie trafią. Do tego jeszcze u mnie od 8 miesiąca ciąży doszła woda wysokozmineralizowana, którą z niezrozumiałych dla mnie powodów w naszym kraju można nabyć tylko i wyłącznie w plastikowych butelkach nie większych niż 1,5 l. Tak się chwaliłam, że piję w ciąży kranówkę, ale niestety pod koniec zapotrzebowanie na magnez i wapń tak mocno wzrosło (co rozpoznałam po niezwykle bolesnych, trwających kilka minut skurczach łydek), że do porodu będę piła już tylko wodę mineralną. I mimo, że boli, kiedy wyrzucam kolejną plastikową butelkę do śmieci, cóż – to nie czas i miejsce na zero waste.

Na eko-plus:

Podczas ciąży i tuż po, czyli łącznie przez około rok, nie zużywa się podpasek i tamponów.

Transport

ciężarna kobieta transport publiczny czy samochód

Zostawiłam tę kategorię na koniec, bo tutaj mam najwięcej na sumieniu. Bowiem wszędzie jeżdżę samochodem. Owszem, podjęłam próby podróżowania wrocławską komunikacją miejską, żeby nie było – poza godzinami szczytu. Ale po dwóch przejażdżkach tramwajem w ścisku, bez klimatyzacji i w otoczeniu wszechobecnego smrodku napierających ciał, stwierdziłam, że basta. Nie mam nic na swoją obronę. Dopóki się dało chodziłam pieszo. Ale przez ostatnie 2 miesiące jeżdżę autem nawet na zakupy do oddalonej o 500 m hali targowej, bo nie chcę nosić zakupów (które raz wyjdą lżejsze, a raz cięższe). Co mogę jeszcze napisać – szacun dla wszystkich mamusiek, które podróżują komunikacją miejską w ciąży lub z małym dzieckiem.

***

Generalnie wychodzi na to, że w moim przypadku bycie w ciąży jest kompletnie nieekologicznym stanem. Nie dość, że przyczynię się do przeludnienia planety, to jeszcze kupiłam trochę całkiem nowych rzeczy (ale tutaj z zastrzeżeniem, że albo je zostawię do ponownego użytku albo oddam lub odsprzedam), zużyłam pełno jednorazowych (w tym plastikowych) przedmiotów i jeszcze te podróże samochodem…  Ale wiecie co? W ogóle nie mam wyrzutów sumienia, no może minimalne. A to głównie dlatego, że w ciąży rozpoczęłam pisanie tego bloga, który po pierwsze dał mnie i Bartkowi niezłego kopa do szukania nowych ekonawyków w naszym życiu (które zostaną z nami znacznie dłużej niż 9 miesięcy), a po drugie sprawił, że może kilka innych osób – moich czytelników i czytelniczek – spojrzało z innej strony na swoje nawyki, otoczenie i zakupy.

Dobra, czas kończyć – jedziemy na porodówkę 😉

8 komentarzy

  • JAKI GENIALNY WPIS! Zbieram szczękę z podłogi. Ogromne brawo! Przejrzysty, rozsądny i świetnie się czyta. Sama ostatnio zaczęłam się interesować less waste, ale też nie przekładam tego nad zdrowie. I bardzo szanuję osoby, które podchodzą do ekologii rozsądnie 🙂 Idę przeglądać dalej bloga, bo mnie niesamowicie zaciekawiłaś tym wpisem. Zdrowia dla Ciebie i maluszka! 🙂

  • Do punktu zużywania/ nie zużywania podpasek i tamponów. Można być eko nie tylko w ciąży. Świetnym rozwiązaniem jest kubeczek menstruacyjny. Korzystam już 2 lata i jestem mega, mega zadowolona. Na temat kubeczków jest masa inf w internecie. Pozdawiam 🙂

  • Jako bibliotekarz mogę poradzić by w przypadku braku wybranych książek po prostu napisać do biblioteki bądź poprosić bezpośrednio bibliotekarzy o zakup konkretnych pozycji. Obecnie biblioteki są już lepiej dofinansowywane i jeżeli mogą sobie na to pozwolić to chętnie spełniają życzenia nawet pojedynczych czytelników (a przynajmniej moja tak robi). I choć oczywiście cały proces od zapytania ofertowego, przez opracowanie do postawienia na półce trwa nieco, to do 9 miesięcy jednak się wyrabiamy 😀

    • Ooo nie miałam pojęcia, że jest taka możliwość 🙂 Dzięki za informację!

  • Jeśli chodzi o książki, to ja sobie bardzo chwalę ebooki. Mam wykupiony abonament w Legimi i wszystkie książki o ciąży i rodzicielstwie czytałam właśnie stamtąd. Niestety niektórych ciekawych pozycji tam nie ma, no ale trudno – coś za coś.

    • To ja chyba jakieś niszowe książki czytam, bo żadnej z 4 na Legimi nie znalazłam 🙁 Może od razu napiszę jakie to książki:
      „W oczekiwaniu na dziecko” Heidi Murkoff
      „Rodzić można łatwiej” Izabela Dembińska
      „Mamy dla mamy” wielu autorek
      „Język niemowląt” Tracy Hogg

Dodaj komentarz