Nasza krótka seria o ograniczaniu konsumpcji pod hasłem „Chciej mniej, kupuj mniej” dobiega końca. Było już o tym jak kupować mniej ubrań oraz jak kupować mniej jedzenia. Dziś pora na pozostałe przedmioty codziennego użytku, czyli kosmetyki, książki i inne akcesoria domowe. No to po kolei:
Jak kupować mniej kosmetyków
Przede wszystkim zrób przegląd tego, co już masz. Na pewno znajdziesz jakieś zapasy kupione przy okazji promocji w Rossmanie 2 + 8 gratis 😉 Rzeczy przeterminowane o więcej niż 2-3 miesiące wyrzuć do śmietnika (i policz ile pieniędzy cię to kosztowało, powinno zaboleć!). Rzeczy przeterminowane tylko troszkę rozważ do szybkiego użycia. Prawda jest taka, że producenci mają dosyć restrykcyjne zasady określania dat ważności (o których możesz przeczytać na przykład tutaj) i jest duże prawdopodobieństwo, że te kosmetyki są jeszcze dobre. Spróbuj to ocenić po konsystencji i zapachu. Ważne, żeby je zużyć w miarę szybko.
Od tej pory warto przyjąć podejście, że kolejny kosmetyk danego typu kupujesz dopiero wtedy, gdy poprzedni się skończył lub zostało go mniej niż 20% w opakowaniu. Ważne, aby tę zasadę konsekwentnie stosować, nieważne jaką super promocję zobaczymy w sklepie.
Zastanów się również, czy potrzebujesz tak dużej różnorodności kosmetyków. Na rynku jest bowiem bardzo dużo produktów służących do tego samego. Przykładowo, czy zamiast nawilżającej maski, serum, kremu na noc, kremu na dzień, odżywczej mgiełki i cholera wie czego jeszcze nie można używać jednego-dwóch kosmetyków? Jestem pewna, że można i sama jestem obecnie na etapie wykorzystywania zapasów łazienkowych i jednoczesnego ograniczania spektrum używanych produktów.
Oczywiście, te same kroki można powziąć w zakresie chemii domowej.
Jak kupować mniej książek
Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam otaczać się książkami. Uwielbiam je kupować i wąchać i wertować i przeglądać… Co więcej, kiedy braliśmy ślub, poprosiliśmy z Bartkiem naszych gości weselnych o podarowanie nam książek, zamiast kwiatów. Goście spisali się znakomicie, popatrzcie:
Skutek jest taki, że mamy w domu taki zapas książek, że nie będę w stanie tego przeczytać przez najbliższe 5 lat. No i zaczęłam się zastanawiać, co robię źle. Niby fajnie, dużo książek na półkach – od razu człowiek się czuje taki mądry, ale z drugiej strony to czyste marnotrawstwo. Być może ten problem nie dotyczy każdego, ale jeśli ciebie tak, to możesz zrobić to, co ja – zapisz się do biblioteki. Właściwie w moim przypadku jest to zabieg czysto psychologiczny, ale działa. Odkąd się zapisałam do biblioteki robię tak: jeśli widzę lub słyszę gdzieś o książce, którą chciałabym przeczytać, to najpierw sprawdzam, czy jest w bibliotece. Powiedzmy, że nie ma jej w ogóle (ale nie, że jest wypożyczona – wtedy zapisuję się do kolejki i grzecznie czekam!). Wtedy sprawdzam na allegro/olx, czy można kupić używaną w dobrym stanie. Jeśli nie, to dopiero myślę o zakupie nowej książki. Oczywiście nie zmienia to w ogóle faktu, że od czasu do czasu chodzę do księgarni tylko się podelektować widokiem i zapachem nowiutkich książek.
Inne rozwiązania, które na pewno znacie, to uczestnictwo w wymianach książkowych (ale wtedy nie wiecie, czy traficie na to, czego poszukujecie) albo oddawanie przeczytanych książek do biblioteki. Ta ostatnia opcja zapewne bezpośrednio u Was nie spowoduje mniejszych zakupów książkowych, ale u kogoś innego może już tak.
Jak ogólnie kupować mniej rzeczy do domu
Zróbmy takie ćwiczenie. Popatrz na poniższe zdjęcia dwóch sklepów:


A teraz odpowiedz sobie na pytania: Które z tych miejsc jest droższe? Które odbierasz jako bardziej schludne? W którym z nich potrafiłbyś szybciej dokonać wyboru? Jeśli nie jesteś godnym podziwu wyjątkiem, to zapewne wskażesz sklep nr 1. Zastanów się dlaczego. Co sprawia, że miejsce wydaje się być uporządkowane, a nawet tak jakby luksusowe? Według mnie jest to ilość przedmiotów, jaka się w nim znajduje. Im jest ich mniej, tym większą harmonię odczuwamy.
Spróbuj teraz to odnieść do własnego domu. Z pewnością wnioski wyciągniesz samodzielnie, ja tylko napiszę jedno – zanim kupisz kolejny dzbanuszek, obrazek, miseczkę, świeczuszkę, czy jaki tam jeszcze przedmiocik 😉 w tej Ikei ci się nawinie przed oczy, to pomyśl, czy naprawdę tego potrzebujesz i czy naprawdę będzie ci się to chciało odkurzać. I jeszcze jedno: nie daj sobą rządzić marketingowcom – wykorzystuj promocje wtedy, kiedy TY czegoś potrzebujesz, a nie pozwól, żeby to promocje wykorzystywały ciebie.
***
Podsumowując wszystkie wpisy z serii „Chciej mniej, kupuj mniej”, chciałabym podkreślić tylko jedną rzecz, która jest naprawdę ważna. Pamiętaj, że kupowanie i posiadanie mniejszej ilości przedmiotów jest najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić dla planety. To, czy zastosujesz nasze sposoby na ograniczanie zakupów, czy wymyślisz coś swojego nie ma najmniejszego znaczenia. Ale byłoby dla mnie ogromną radością wiedzieć, że moje wpisy pomogły chociaż jednej osobie coś zmienić.
Ten artykuł jest częścią serii #100 nawyków, która opisuje proste sposoby na bardziej ekologiczne życie. Listę wszystkich wpisów tego cyklu znajdziesz TUTAJ.