To jest drugi wpis dotyczący ograniczenia konsumpcji. Pierwszy, o ubraniach, znajdziecie tutaj. Dzisiaj bierzemy na tapetę żywność i sposoby na to, aby kupować mniej jedzenia i tym samym nie marnować żywności.
Zacznijmy od statystyk. Dane są porażające – w Polsce wyrzuca się rocznie średnio 235 kg jedzenia na jednego mieszkańca. Żeby uświadomić sobie, ile to jest – przyjmijmy, że przeciętny dorosły człowiek zjada dziennie 3 kg pożywienia. Według prostej kalkulacji wyrzucane jedzenie starczyłoby nam na wyżywienie go przez 78 dni. Wniosek jest więc taki, że każdy z nas mógłby jeść za darmo przez 2,5 miesiąca w roku, gdyby żywność nie była marnowana.
Według badań przeprowadzonych przez organizację EU Fusion dla Komisji Europejskiej w 2018 roku, aż 53% marnowanego jedzenia wyrzucane jest przez gospodarstwa domowe. To oznacza, że zmieniając nasze przyzwyczajenia możemy zrobić naprawdę wiele dobrego. Piszę o tym dlatego, że często spotykam się z argumentami typu „ja sam nie mogę nic zrobić”, „to korporacje są odpowiedzialne za degradację środowiska”, „moje nawyki to igła w stogu siana”. A tutaj jest odwrotnie – to my w naszych domach i w naszym codziennym życiu generujemy większość marnotrawstwa żywności. Po prostu kupujemy za dużo. Dla zainteresowanych tematem statystyk – tutaj znajdziecie bardzo ładnie podany raport Federacji Polskich Banków Żywności na temat marnowania jedzenia.
A teraz do sedna – co ty możesz zmienić, żeby marnować (i tym samym kupować) mniej żywności – wersja dla tych, co nie grzeszą nadmiarem wolnego czasu:
Zrób listę zakupów i w sklepie trzymaj się listy
Jeśli jadąc do sklepu nie masz konkretnego planu, co chcesz kupić, to z reguły kupisz za dużo. Kupisz również dużo produktów, na które masz ochotę w momencie robienia zakupów, a niekoniecznie później. Dlatego do sklepu warto jechać z listą produktów do kupienia i co najważniejsze (a czasem najtrudniejsze 🙂 ) – trzeba się tej listy trzymać!
Ponieważ nie jesteśmy z Bartkiem wirtuozami kulinariów, to szukamy przepisów w internecie, przygotowujemy plan obiadów na dany tydzień i dopiero na tej bazie robimy listę zakupów. Stosujemy tę metodę od jakiegoś roku i uważam, że to właśnie dzięki niej przestaliśmy praktycznie wyrzucać jedzenie. Wcześniej mieliśmy w lodówce masę produktów, które po przeterminowaniu lądowały w koszu na śmieci. Więcej o naszej metodzie możesz przeczytać we wpisie Nasz sposób na planowanie posiłków i zakupy spożywcze.
Miej w domu niepsujące się produkty awaryjne, z których można przygotować szybki posiłek
Jak wiemy, życie lubi chaos i nie da się zaplanować wszystkiego co do joty. Tak jest również z posiłkami. Dlatego stworzyliśmy listę produktów, które zawsze staramy się mieć w domu na wypadek, gdyby trzeba było ugotować coś z niczego. Nazwaliśmy ją „pogotowie spożywcze”. Na naszej liście znajdują się: mrożone warzywa na patelnię, mrożone paluszki rybne, mrożony szpinak, makaron, ryż, kasza, pesto, pomidory w sosie, cebula, czosnek, kukurydza w puszce, oliwki, suszone pomidory w oleju i tuńczyk w oleju. Produkty te można użyć w różnych kombinacjach do przygotowania kilku różnych posiłków. Przyznam szczerze, że coraz rzadziej korzystamy z naszego pogotowia, ale było to mocno przydatne w czasach, kiedy jeszcze dopracowywaliśmy metodę cotygodniowego planowania posiłków. Może więc będzie przydatne i dla Was.
Zamrażaj lub pasteryzuj nadwyżkowe porcje posiłków
Jeśli po ugotowaniu obiadu stwierdzasz, że wyszło tego za dużo, to możesz zrobić dwie rzeczy. Pierwsza to powiedzieć sobie w głowie „a, jakoś się to zje” i koniec. Druga – trochę bardziej pracochłonna, ale tylko krótkoterminowo – to zachować część porcji na później. Nie wiem, czy tak to działa u Was, ale w naszym przypadku pierwszy wybór prawie zawsze kończy się wywalaniem do śmietnika jedzenia, które najpierw przeleżało swoje w lodówce (przez ten cały czas liczymy, że „się zje”). Niestety nie można zamrażać ani pasteryzować nieświeżego jedzenia, więc jeśli nie zrobicie tego od razu po przygotowaniu to klops.
Dlatego polecam i zachęcam do zamrażania lub pasteryzacji nadwyżkowych porcji ugotowanych posiłków. Praktycznie wszystko można zamrozić, z pasteryzacją jest trochę trudniej, ale też są szybkie sposoby. Korzyść jest podwójna – nie dość, że nie zmarnujecie jedzenia, to jeszcze przyjdzie taki piękny dzień, kiedy tak bardzo nie będzie się wam chciało gotować i wtedy – hops! obiad z zamrażarki i gotowe 🙂
Jeśli jesz w restauracji, zabierz do domu niedojedzone resztki
Ta zasada jest dla mnie najbardziej kontrowersyjna i cały czas budzi we mnie dużo sprzecznych emocji. Chodzi o to, że w mojej ocenie zabieranie 100-200 g jedzenia do domu nie jest warte wyprodukowania kolejnego śmiecia w postaci plastikowego/styropianowego pojemnika, w które to jedzenie prawdopodobnie zostanie zapakowane. Bardzo trudno jest mi ocenić, co jest gorsze dla planety – wyrzucenie wyprodukowanego już jedzenia, czy użycie jednorazowego plastiku.
Tak naprawdę, do tej zasady powinien być dopisek: „pod warunkiem, że przyniesiesz pojemnik ze sobą”. Niestety mnie się to jeszcze nie udało z różnych względów – zwykle dlatego, że nie pomyślałam przed wyjściem z domu, aby taki pojemnik zabrać ze sobą. Szczerze mówiąc, to jeszcze nigdy nie byłam nawet świadkiem sytuacji, żeby ktoś w restauracji poprosił o zapakowanie jedzenie we własne pudełko. Ale bardzo liczę na to, że taka moda się pojawi.
Z powodu tych wątpliwości, ja powyższą ideę stosuję wybiórczo. Jeśli na moim talerzu zostało mięso (dla którego zginęło jakieś zwierzę), to bezwzględnie zabieram do domu. Jeśli wiem, że dana restauracja pakuje jedzenie w pojemniki papierowe, to też zabieram. W pozostałych przypadkach staram się sytuacyjnie ocenić, czy warto.
Bardzo dobrze też sprawdza się u mnie zamawianie porcji dziecięcych lub połówkowych, ale jeszcze pracuję nad wprowadzeniem tego nawyku. Niestety, kiedy jestem piekielnie głodna, to trudno mi na etapie zamawiania posiłku wyobrazić sobie, że się najem połową porcji 🙂 A potem się okazuje, że jednak bym się najadła.
Nie traktuj jako śmietnika… swojego żołądka
Ten punkt znalazł się tutaj specjalnie dla osób, które wpychają w siebie na siłę jedzenie tylko po to, żeby nie zostało. Ja, ze względu na moją wrodzoną niechęć do marnowania jedzenia, taką osobą byłam. Aż do dnia, kiedy moja mądra koleżanka uświadomiła mi, że w zasadzie to nie ma różnicy, czy ja to jedzenie wyrzucę do śmietnika, czy potraktuję jako śmietnik swój żołądek. Przecież w obu przypadkach to jedzenie jest zmarnowane (bo przecież nie najesz się na zapas). A przejedzenie się będzie miało tylko jeden skutek – złe samopoczucie przez najbliższe kilka godzin. Także pamiętajcie – wpychaniem w siebie jedzenia na siłę planety nie uratujecie.
***
Marnowanie żywności to temat rzeka i zdaję sobie sprawę, że powyższe zasady z pewnością go nie wyczerpują. Na pewno jeszcze wrócimy do tego zagadnienia. Tymczasem, podzielcie się swoimi sposobami – zwłaszcza, jeśli oprócz jedzenia pozwalają zaoszczędzić czas.
Ten artykuł jest częścią serii #100 nawyków, która opisuje proste sposoby na bardziej ekologiczne życie. Listę wszystkich wpisów tego cyklu znajdziesz TUTAJ.