Było już o podstawach, czyli o tym, żeby chodzić na zakupy z własną torbą – nawyk #5 . Idziemy więc za ciosem o krok dalej. Jak następnym razem zrobicie zakupy, to spróbujcie zrobić taki eksperyment. Połóżcie je wszystkie na stole i zobaczcie, ile plastiku przynieśliście do domu. Ile z tego jest jednorazowym opakowaniem? Czy gdybyście chcieli, to dałoby wyeliminować chociaż część, chociaż jeden z tych śmieci? Ja czasami takie eksperymenty robię, poniżej wyniki moich przemyśleń 🙂
Jakie opakowania można łatwo wyeliminować?
Pamiętacie zdjęcie naszych zakupów, które wrzuciłam w maju? No właśnie, jak na nie spojrzycie, to zobaczycie sporo plastiku… Ale to czego tam nie zobaczycie, to plastiku, który już udało nam się wyeliminować. Bo dawno, dawno temu, ta sałata, marchewki i pozostałe warzywa też znajdowałyby się w plastikowych torbach. Nie mówiąc już o całych zakupach. I tak patrząc kiedyś na te zakupione artykuły zadałam sobie pytanie – od czego zacząć, gdzie najłatwiej pozbędę się plastiku? Odpowiedź przyszła szybko – w warzywniaku.
Pakowanie warzyw i owoców
Wszyscy wiemy, jak to wygląda. Wystarczy spojrzeć na zakupy przeciętnego Polaka znajdujące się w jego wózku w supermarkecie. Zrywka – pomidory, zrywka – ogórki, zrywka – kalafior, zrywka – marchewki, zrywka – banany. I tak dalej. I tutaj proponuję wam zmianę. Bo owoce i warzywa możemy po prostu wrzucać do koszyka luzem, a większe ilości pakować w wielorazowe worki/torebki. Można je kupić w internecie albo samemu uszyć na przykład ze starych firanek. Przydadzą się worki różnej wielkości! My używamy swoich zarówno, kiedy kupujemy warzywa i owoce w marketach (spokojnie można do nich przykleić metkę z ceną), jak i w hali targowej (jeszcze żaden sprzedawca nie zrobił z tego problemu). Dzięki temu nawykowi, nasze dzisiejsze zakupy z warzywniaka wyglądają tak:
I teraz kilka słów wyjaśnienia:
- Truskawki przyniosłam do domu w wielorazowej kobiałce, za którą zapłaciłam 2 zł, pod koniec sezonu mogę ją oddać i odzyskać kaucję.
- Borówki znajdują się w plastikowym pudełeczku, które zachowałam po poprzednich zakupach malin lub borówek. Wręczyłam pani puste pudełko i poprosiłam o nałożenie borówek do niego. W ten sposób użyłam go już z 5 razy.
- Bób – niestety u nas sprzedają go tylko w takich workach, póki co nie mam pomysłu, jak wyeliminować ten plastik.
- Fasolka szparagowa jest w wielorazowym worku bawełnianym uszytym z półprzezroczystej siateczki (kupione na allegro).
- Młode ziemniaki – tutaj byłam gapa i wzięłam za mało woreczków ze sobą, więc nie miałam innego wyjścia, niż zapakować ziemniaki w plastikową reklamówkę (która oczywiście teraz zostanie użyta jako worek na śmieci).
- Pozostałe warzywa wrzuciłam luzem do bawełnianej torby zakupowej.
Co jest sukcesem?
Sukcesem dla mnie jest to, że udało mi się zrobić zakupy warzywno-owocowe dla dwóch osób na cały tydzień z użyciem dwóch plastikowych worków (a gdybym nie była gamoniem, to byłby jeden!). Oczywiście, jeszcze do tego dojdą zakupy z marketu – jogurty, masło, itd. – gdzie tego plastiku będzie więcej, ale pamiętajmy, że lepiej być less waste, niż nie robić nic 🙂 Polecam wam więc również przyjąć podejście, że wyeliminowanie każdego jednego opakowania z tworzywa sztucznego jest sukcesem. Bo jak się wejdzie na tę drogę, to potem już nie ma odwrotu i człowiek cały czas szuka, co by tu jeszcze…
Następne kroki
No właśnie – co by tu jeszcze zmienić, żeby przynosić mniej plastiku z zakupów? Nasze kolejne kroki będą takie:
- Kupowanie w większych opakowaniach. Już zaczęliśmy i ponieważ jest to temat rzeka powstał o tym osobny wpis.
- Próba zrobienia własnego jogurtu na bazie tego zakupionego w sklepie. Według przepisów w internecie z jednego kubka można zrobić cały garnek – ciekawe. Z pewnością podzielę się z Wami efektami.
- Własna uprawa szczypiorku, szpinaku i rukoli (można w doniczce). Już zasiane, zobaczymy co i jak dużo tego wyrośnie. Jak próba się powiedzie, to z pewnością rozszerzymy swoją hodowlę.
- Zakup serów i wędlin do własnych plastikowych pudełek.
- Zakup orzechów i bakalii na wagę do własnych torebek. Akurat sklepach, do których chodzimy brakuje bakalii na wagę, ale poszukamy, zobaczymy.
***
Jak widzicie, wcale nie jesteśmy autorytetem w zakresie robienia zakupów bez plastiku. W internecie znajdziecie osoby, a nawet całe rodziny, które produkują przez cały miesiąc mniej plastiku, niż my w tydzień. Ale ideą tego bloga było pisanie dla ludzi, którzy nie chcą bądź nie mają czasu na to, aby wywrócić swoje życie do góry nogami w imię zero waste. Dlatego będę powtarzać do znudzenia – zacznijcie, a potem już samo pójdzie 🙂 Jestem bardzo ciekawa waszych pomysłów na eliminowanie plastiku z zakupów, koniecznie się podzielcie w komentarzach.
Ten artykuł jest częścią serii #100 nawyków, która opisuje proste sposoby na bardziej ekologiczne życie. Listę wszystkich wpisów tego cyklu znajdziesz TUTAJ.
Ja robię bardzo podobnie,dorzucilabym jeszcze korzystanie z lnianego woreczka na chleb.To prawda,że szybciej robi się czerstwy,więc nie kupuję krojonego,tylko kroje w domu. Są juz na rynku piekarnie,które oferują takie woreczki i nie mają możliwości krojenia chleba.To zazwyczaj piekarnie,które mają w ofercie chleby na naturalnym zakwasie, bez ulepszaczy itd.Nie są najtańsze,ale chyba jednak warto:)
Bardzo fajny pomysł z tym woreczkiem lnianym! Myślę, że sobie takie sprawię i będę mogła też wykorzystać do kupowania np. orzechów na wagę 🙂 W naszej piekarni chleb jest niestety z góry zapakowany, ale w papierowe torebki, więc nie boli tak bardzo 😉
Hej, widzę, że temat poruszony dawno, ale ciekawam, co z tym jogurtem. Robisz/robicie? ja robie od lat – potwierdzam – prościzna. Najtrudniej zacząć, ale potem wystarczy zachować 4,5 łyżek poprzedniego jogurtu i mieć mleko, i chwilę czasu 🙂