Oczy sokoła

Sokół wędrowny (Falko peregrinus) – ptak zawrócony z drogi wiodącej w siną dal. Miał szczęście do ludzi z charakterem. Dzięki renaturalizacji został w latach 80 XX wieku zawrócony z drogi wiodącej w siną dal. Obecnie ma się lepiej. Restytucja działa nadal.

Jest dzieckiem przepastnych klifów gdzie u podnóża kłębi się spieniona morska woda, stromych i nagich urwisk, a także niebotycznych grani pośród których słońce oświetla skalny zaułek, a sokolikom, słoneczne promyki skrzą się w oczach, a one przymykają powieki. Natura nie zrobi im krzywdy, o nie. Rotacja ziemi sprowadzi dla małych cień.

 

Rozmawiałem ze specjalistą pracującym dla powyższej sprawy. Mój rozmówca jest optymistą. Wierzy w program wraz siłę, odporność na trudy i przeciwności losu sokoła.

Potrzebne ku temu jest również przestrzeganie w lasach całorocznej 200 – 500 metrowej strefy bezpieczeństwa, ochrony najwyższych drzew przed wycięciem, pieczy nad wykładanymi trutkami na lisy, a także „zapędzonych” czy „zabłąkanych,” natrętnych – leśnych turystów i zbieraczy czegokolwiek.

– Uff – odsapnął.

– Dużo tego – zauważyłem z przekąsem.

– Tak, rzekł zatroskany, lecz mamy dobry zespół. Póki co, dajemy radę.

– Czy projekt działa tylko w lasach – zapytałem?

– Nie tylko – również w górach oraz miastach.

– A jak przedstawia się współpraca z sąsiadami zza Odry – zagadnąłem?

– Oni tam również robią swoje. Pionierzy, zaczęli wcześnie. Od nich program przejęli: Francuzi, Szwedzi oraz my. Otrzymujemy także młode sokoły z zaprzyjaźnionych krajów.

Sięgając do korzeni sokolnictwa: Kilka tysięcy lat przed naszą erą wśród azjatycki nomadów już owe było znane. Egipcjanie w swym panteonie mieli sylwetkę sokoła. W starożytnym „Państwie Środka” znano sokoły i ich umiejętności łowieckie. (W Wiedniu pracowałem u Chińczyków, a od szefowej otrzymałem prezent – upominek z jadeitu: „Gejsza z kwiatem lotosu”.)

W starożytnym Rzymie o sokołach napisał autor Historii Naturalnej, a Rzymianie pośród swych bóstw mieli uskrzydloną Victorię vel Nicę. W średniowiecznej Europie sokolnictwem było przywilejem stanu rycerskiego.

W bliższych nam czasach, ludzkość zapragnęła zabezpieczyć uprawy rolne przed szkodnikami: W Chinach wyłapano wróble. W Europie i USA zaczęto stosować DDT już w latach 40 – tych XX wieku.. W wyniku co wyżej: padały zwierzęta, a szczególnie ptaki drapieżne. Wśród ekologów podniósł się alarm lecz niektóre taksony „Drapolków” niemalże – zaginęły.

Protesty oraz zdrowy rozsądek zadziałał. Zaczęto wprowadzać zakaz stosowania powyższego środka: Szwecja 1969 rok, USA 1972 rok, Polska 1976 rok. Uff. Populacje ptaków szponiastych zaczęły się odradzać. Okazało się jednak, że niektóre z nich potrzebują wsparcia z zewnątrz.

Pomagam wróblom od lat. Było ich kilkadziesiąt – pozostała garstka…

Pasjonaci – ekolodzy rozpoczęli pod nadzorem Ministerstwa Środowiska renaturalizację sokoła wędrownego na terenach leśnych w Polsce zachodniej i centralnej oraz w kilku miastach. W sumie wypuszczono do natury wiele młodych. Do akcji włączył się również potężny „Orlen”. Uwaga! Pionierski lęg miał miejsce w 1998 roku na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, a gromkie „huraa!” niosło się przez Polskę i trwało, trwało, a jego echo słyszane jest do dziś.

Obecnie, często w pobliżu gniazd instaluje się monitoring – podglądy ptaków. Można na nie patrzeć z różnego punktu widzenia… Pierwsze tego typu urządzenie zostało zamontowane na wysokim kominie we Włocławku. Wiele zakładów pracy, na terenie których sokoły zbudowały gniazdo i wychowują młode – traktuje powyższy fakt jako działalność pro-ekologiczną.

Nadszedł dla mnie czas i wybrałem się na spotkanie z sokołem. W związku z koniecznością ochrony jego gniazd nie mogę napisać – dokąd pojechałem. Będąc już na miejscu zapytałem o kwaterę. Sympatyczna pani pokazała paluszkiem gdzie mam się udać. Poszedłem w określone miejsce, obgadałem sprawę i załatwiłem nocleg. Rankiem ruszyłem w teren. Było mokro. Idąc do miejsca o którym słyszałem, że zalatuje tam sokół – zwalniałem krok coraz bardziej i bardziej…

Starając się ukryć: minąłem zagajnik i śródpolne drzewa. Z daleka dostrzegłem stworzenie: przysiadł dość wysoko, otrząsał się z rannego deszczu i czesał pióra. Patrzyłem w duże, brunatne sokole oczy. Ptak ma bardzo dobry wzrok, a jego soczewki działają niczym teleobiektyw rejestrując 100 klatek na sekundę.

Czułem w duszy spojrzenie skrzydlatego przyjaciela. Dzielił nas znaczny dystans. Stanąłem więc. Co dalej…? Mruknąłem więc: jestem twoim przyjacielem. Daleko mam do ciebie, lecz zostając tam gdzie jesteś – dasz mi szansę. Odczekałem kilka minut. Powoli oparłem na statywie aparat fotograficzny i … trach. Spust aparatu przez lata wyciszony, a w tym momencie warkliwy niczym dźwięk otwieranych piwnicznych drzwi. Również podjeżdżający na luzie motocyklista, dodał gazu i przemknął z wyciem sięgającym pułapu 100 decybeli! Sokół znikł jak gdyby w drodze do „Gwiazdozbioru Gołębia” na który – domniemanie – ptaki odlatują…

Rozejrzałem się więc, westchnąłem głęboko i wsiadłem do samochodu. Byłem szybszy. Zdjęcie sokoła stanęło obok fotografii orła bielika.

Józef Dbały