Harmider czy wrzawa…

…oto jest pytanie? A może dylemat trapiący telewidzów? Otóż, ostatnio zebrała się wieczorem w studio TV grupa młodo – starszych i skakali żywiołowo na wszystkim co mieli pod nogami robiąc miny których by się nie powstydził Charlie Chaplin i inni znani komicy. Krzyczeli donośnie niestety – nieczysto. W międzyczasie przejechało kilka warczących ponad normę samochodów i motocykli. Uff. Wypada mi sięgając do korzeni i o powyższym napisać:

Kiedy Homo Sapiens ruszyli na podbój ziem nieznanych było cicho, a robiło się głośniej gdy nadciągnęła burza, jakieś zwierzę ryknęło, uczestnicy turniejów wraz na polach bitewnych krzyknęli – huraaa! Ewolucja jednak nie zasnęła. Po upływie wielu wieków na ową cichość zagięto parol i na równinach z roku na rok potężniał gwizd lokomotyw ciągnących w wagonach wszelakie dobra i turystów zwiedzających świat – także w „Orient Ekspresie”. Na „dzikim zachodzie” życie również pisało scenariusze do filmów.

Zaczęła królować technika. Wydłużały się linie kolejowe wraz rozrastała sieć dróg, autostrad także przybywało samochodów. Na dachach fabrycznych hal zainstalowano syreny by one głośno witały robotniczą brać przed pracą i żegnały po. Hałas, bo to o nim mowa stał się wszechobecny i jest uciążliwym towarzyszem życia do dziś.

Staramy się zaistnieć w coraz bardziej gwarnym środowisku każdy na swój sposób, ze skutkiem często różnym od oczekiwań… Ciśnie się pytanie, czy zawsze jesteśmy wprowadzeni w temat szkodliwości owego na nasz humor, samopoczucie także zdrowie…? Otóż, harmider i wrzawa to donośne dźwięki o różnym natężeniu i częstotliwości określone jako: uciążliwe, przykre, dokuczliwe – szkodzące nam i zwierzętom. Czyni to niesprawny tłumik w samochodzie bądź motocyklu, libacje na górze z tupaniem i głośną muzyką, piły w lesie, młoty elektryczne, spalinowe zamiatarki liści, siłownie wiatrowe i wiele innych maszyn i sytuacji.

Wiadomym jest, że znaczna część urządzeń emituje dźwięki powyżej 100 db. gdzie dopuszczalny próg destrukcji wynosi 50 db. Obrońcy ciszy poszli dalej i hałas środowiskowy określono jako: „smog akustyczny”. Badając zjawisko w UE stwierdzono również, że blisko połowy europejczyków dotyczy wspomniane zagrożenie. Dochodzą jeszcze emitowanie przez siłownie wiatrowe dźwięków niskiej częstotliwości 20 db.

Hałas skrycie atakuje organizm. Konsekwencje przebywania w takich miejscach, odkładają się w czasie i narastają z biegiem lat. Jeśli układ odpornościowy danej osoby jest silny – to nic się nie dzieje. Na razie… Ponieważ dokuczliwość bodźców dźwiękowych w znacznej mierze zależy od kondycji zdrowotnej osoby narażonej na ich emisję, wrażliwości, odporności na stres, nastroju itp. Cierpi także narząd słuchu. Koniecznym się również staje przestrzec przed hałasem impulsywnym tj. wystrzałami, grzmotami, które mogą spowodować – incydent wieńcowy. Natomiast konsekwencją długotrwałego hałasu mogą być choroby grożące – zejściem.

Z biegiem lat, protesty przeciw hałasowi były na tyle duże, że w wielu krajach i w Polsce – powstał system monitorowania opisywanego zjawiska. Obecnie na mapy hałasu nanosi się jego poziom z ruchu:
Kołowego
Przemysłu
Lotnisk.
Ruchu szynowego

Duże miasta posiadają mapy akustyczne obrazujące zagrożenie mieszkańców hałasem dla różnych typów jego źródeł. Projektanci autostrad w przestrzeni gdzie ruch kołowy graniczy z obszarami zamieszkałymi, terenami chronionymi przyrody, lasem i dużymi skupiskami drzew zaprojektowali ekrany akustyczne – redukujące głośność docierających dźwięków poprzez ich wchłanianie lub odbicie. Pozostało pytanie, czy my i Matka Natura odetchnęliśmy z ulgą? Wg. mojej, wieloletniej obserwacji strefa od ekranów w odległości 200 – 400 m. jest omijana przez zwierzaczki. Ubytek terenu do zajęcia przez owe – kilkanaście procent. Ten stan rzeczy obniża stworzeniom kondycję i zmniejsza dzietność. Dodatkowym, destrukcyjnym czynnikiem jest nocne oślepianie „braci mniejszych”przez samochody i raban jaki one czynią. Cieszy natomiast, że na autostradzie pozostawiono przepusty dla leśnych zwierząt by mogły wędrować, żerować i łączyć się w pary.

Ot, życie: Kilka dni temu będąc na obserwacji przyrody, spotkałem spacerowicza z grającym głośno smatrfonem. Od słowa, do słowa zaczęliśmy rozmawiać. Delikatnie nadmieniłem o hałasie jaki on czyni. Odpowiedział: „Panie, dobre 2 godz. chodzę i nie widziałam: sarny, lisa i nie słyszałem dzięcioła… Komu to ma przeszkadzać…?!” Zadzwonił telefon rozmówcy: Nieznajomy machnął ręką i odszedł. Zrobiło się nijak… Naszła mnie refleksja: jestem w lesie czy na porośniętej drzewami pustyni…?

Józef Dbały