Kwiat lotosu

Często oglądam filmy dokumentalne. W ostatnim, traktującym o niebezpieczeństwie płynącym z kosmosu uznano: „Z Naturą nikt nie wygra, bo ona kryje w sobie niezmierzony potencjał oraz tajemnice których jeszcze nie poznaliśmy… Mówiono o czarnych kosmicznych dziurach, i o wybuchu „supernowej”. (Ulotnie pamiętam kosmonautów i lądowanie astronautów na księżycu
także eksplozję kosmicznego promu – Challenger.)

Sięgając głębiej trzeba przyznać, że wiele się działo na ziemi w czasach,  gdy o powołaniu populacji Homo Sapiens – Matka Natura jeszcze nie myślała…

Podobno żyły wówczas potężne diplodoki, a polował na nie Tyranozaur Reks. Morza zasiedlały groźne jaszczury oraz małe amonity. Dlaczego odeszły…?

Wielu uważa za główną przyczynę zejścia dinozaurów i amonitów było – uderzenie planetoidy w teren obecnej Zatoki Meksykańskiej które zamieniło przyrodę ziemi w niekończącą się
pożogę. (Wiele ssaków i pierwsze ptaki przeżyły.)

Mam lupę jaką posługują się paleontolonodzy. Wnikliwie starałem się rozpoznać skamieniałości amonitów. Wyglądają na oryginalne.

Trzymając je w ręku myślałem o czasie -„erach” – które przeminęły. Budził również pokorę okres krótkiego, ludzkiego żywota. Patrząc na nieruchome kształty wyobrażałem sobie jak one pływały, budowały swe domki i walczyły o przetrwanie. Cieszyły się życiem. Do czasu… Zbliżał się kataklizm!

Były jajorodne. Żywiły się planktonem, a same ulegały pływającym dinozaurom. Odeszły wile mln. lat temu. Skamieliny owych można znaleźć, lecz trzeba z determinacją szukać. W tym okresie zaistniały również pierwsze ptaki.

To co wyżej – ma swoją piękną i zarazem tragiczną historię. Lecz ewolucja ciągle na czuwaniu, więc nadeszły bieżące lata, a życie sprowadziło demokrację. Żeby jednak ze szczęścia nie poprzewracało się nam w głowie – zaczęło spadać zatrudnienie. Po rodzinnej naradzie pojechałem do Austrii. W Wiedniu załatwiłem mieszkanie i pracowałem dorywczo – również w remontowanej szkole. (W Austriackich szkołach dzieci systemowo uczą się ekologii.)

W wolnym czasie ze słownikiem jez. niemieckiego szedłem do parku i konsekwentnie „kułem”. Lekko nie było. Poznałem chińskie małżeństwo którzy adoptowali lokal by otworzyć restaurację. Pracowaliśmy w kilku. Szefowa, urodziwa kobieta często zwracała się do mnie. Rozmowę z remontu potrafiłem przenieść na grunt prywatny, gdzie pani chętnie wspominała ojczyznę i kulturę „Państwa Środka”. (W chińskich szkołach dzieci uczą się ekologii.)

Rozmawialiśmy również o niedźwiadku: „Pandzie Wielkiej” którego uznano za narodowy skarb Chin. (Za zrobienie miśkowi krzywdy grożą poważne konsekwencje.) Sympatyczne stworzenie jest również symbolem: ochrony środowiska, pokoju i dyplomacji.

Przykre, że naszego orła bielika, od wieków protoplastę „Orła Białego” polskiego godła – nie uznaje się za skarb narodowy.

(Przewertowałem materiały dot. spotkania księcia Lecha z orłem bielikiem. Teren w okolicach Gniezna jest odwiecznym miejscem bytowania wspomnianych orłów. Kroniki nie odnotowały obecności innych, tej rangi ptaków „szponiastych”!)

Gdy remont obiektu dobiegł końca , poczęstowano nas drinkiem, a ja od szefowej otrzymałem statuetkę z jadeitu: „Gejsza z kwiatem lotosu” – oryginał. Przedstawia owy dziewczynę o egzotycznej
urodzie gdzie zwiewna szata dyskretnie skrywa jej kształty. Dziewczę lewą rękę oparła z tyłu na biodrze, a w prawej trzyma wspomniany kwiat.

Regularne rysy rozjaśnia subtelny uśmiech dodając twarzy wyraz – szczęśliwego stanu ducha. „Widać jak na dłoni”, że w Chinach mieć kontakt z lotosem to radość i fart. Sam kwiat jest silnie zakorzeniony w tradycji wielu azjatyckich narodów, a jego związek ze słońcem budzi wręcz zdumienie. Otóż, po całym dniu bytowania na powierzchni – wieczorem składa swe płatki i
chowa się pod lustrem wody. Przebywa tam ukryty całą noc. Rano spragniony słońca – otwiera koronę by powitać dzień.

U nas w mieście jest dużo kwiatów. Rozrosły się, lecz pod dachem pozostawiły odrobinę przestrzeni m. inn. dla egzotycznych orchidei, a one w ukształtowaniu swych płatków kryją niewieści powab – przekładający się na piękno całej Ekosfery także na jej ulotność i westchnienia…

W wiedeńskich kwiaciarniach storczyki ubarwiały wnętrza – nadając im ton. Ot, życie: Austriacy wygospodarowali fundusze na renaturyzację Dunaju. Pracę wykonano już na odcinku wielu dziesiątków kilometrów. Poprawiono wodną sytuację w znajdujących się po drodze parkach narodowych. Zaplanowane pracę mają trwać do 2028 roku i dalej.

Wisła, po dwukrotnym wpuszczeniu do niej fekaliów z Warszawy, szósty rok mozoli się z samooczyszczeniem. Nasuwa się pytanie: Czy obecnie wszelakie – różne takie – każdym
dopływem wciskające się do ciebie, nasza kochana rzeko – dadzą dokończyć zamierzoną procedurę…? Godzi się zapytać – kto monitoruje efekt detoksykacji Wisły?

W 2024 roku weszło w życie rozporządzenie UE o Odbudowie Zasobów Przyrodniczych. We wrześniu 2026 roku mija termin składania dokumentów przez państwa członkowskie. Co u nas…?

Cieszy, wysoki stan wiślanej wody.

Józef Dbały

Harmider czy wrzawa…

…oto jest pytanie? A może dylemat trapiący telewidzów? Otóż, ostatnio zebrała się wieczorem w studio TV grupa młodo – starszych i skakali żywiołowo na wszystkim co mieli pod nogami robiąc miny których by się nie powstydził Charlie Chaplin i inni znani komicy. Krzyczeli donośnie niestety – nieczysto. W międzyczasie przejechało kilka warczących ponad normę samochodów i motocykli. Uff. Wypada mi sięgając do korzeni i o powyższym napisać:

Kiedy Homo Sapiens ruszyli na podbój ziem nieznanych było cicho, a robiło się głośniej gdy nadciągnęła burza, jakieś zwierzę ryknęło, uczestnicy turniejów wraz na polach bitewnych krzyknęli – huraaa! Ewolucja jednak nie zasnęła. Po upływie wielu wieków na ową cichość zagięto parol i na równinach z roku na rok potężniał gwizd lokomotyw ciągnących w wagonach wszelakie dobra i turystów zwiedzających świat – także w „Orient Ekspresie”. Na „dzikim zachodzie” życie również pisało scenariusze do filmów.

Czytaj dalej „Harmider czy wrzawa…”